Dlaczego nie kupuję karm koncernowych?

 

 

Wybierając karmy do swojego sklepu, bądź też dla swoich zwierząt  nigdy nie kieruję się marką,   ani prestiżem producenta. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że prawdziwe perełki  odnaleźć można u małych, nieznanych producentów. Takie karmy najczęściej powstają w wyniku indywidualnego zapotrzebowania. Najważniejszym  kryterium zawsze jest dla mnie skład karmy. Nawet  nie tak analiza chemiczna, choć zawsze  na nią patrzę, tylko lista składników. Bywa, że kupując karmę dla swoich pociech  chwytamy za  urzekający swoim kolorowym opakowaniem produkt znany nam jedynie z pięciosekundowej reklamy w tv. To nie jest wybór świadomy, a przecież tak ważny. Pies/kot żyjący w naszym domu oddał całe swoje losy  w  nasze stery i to, jak szczęśliwie i długo będzie żył  zależy w ogromnej mierze od nas. Nie w całej, bo nie mamy jeszcze możliwości manewru w obszarze uwarunkowań genetycznych. Na razie...

Niestety wciąż nie jest obligatoryjnie wymagane, by karmy spełniały określone normy.   Nawet, jeśli powstają dyrektywy w temacie, nawet, jeśli uda się organom odpowiednim uchwalić jakieś obowiązujące przepisy,  to zwykle interpretacja ich jest na  tyle różna, że w zasadzie niewiele one obostrzają. Często  w ich ustanawianie zaangażowani są przedstawiciele samych koncernów produkujących karmy . Trudno , zatem mówić o obiektywizmie i nie dostrzegać między paragrafami interesowności  samych zainteresowanych. Ogólnodostępne informacje są podane w sposób absolutnie  marketingowy. Często zupełnie niebudzący niepokoju.  Jeszcze częściej w sposób niezrozumiały, ale?ładny, atrakcyjny werbalnie. Ponieważ pochodzą one od  producenta bądź importera zawsze będą dobre. To tylko, czym można by się pochwalić na pewno będzie wyciągnięte przed szereg i przedstawione tak, byśmy nie mogli nie zauważyć, że zaspokajają nasze oczekiwania, nawet  je wyprzedzając.  To  zaś, czego rozsądniejszym, z punktu widzenia sprzedającego, byłoby nie ujawniać, będzie możliwie najmniej ukazane. Wiele cennych informacji, które miałyby decydujący wpływ na nasz wybór nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo są to szczegóły, o których wcale nie debatuje się,  bądź są tak zakamuflowane, tak, że trudno nam oddzielić   ziarno od  plew.

Możliwy obrazek z reklamy: Kot/pies jest szczęśliwy, ponieważ, je karmę ABC (nie inną, bo inna jest straszna). Pańcia kota jest szczęśliwa, bo najedzony kot mruczy. Narzeczony  pańci kocha kota, bo ten sprawił, że pańcia jest cała w skowronkach. Myszy u pańci kota też są szczęśliwe, bo kot ma do żarcia ABC zamiast nich. Sąsiadka pańci kota jest wniebowzięta, bo, jak pańcia słucha mruczenia kota, to się nie kłóci z sąsiadką. Listonosz pańci psa jest zadowolony, bo najedzony pies beztrosko bawi się z dziećmi pańci  i ten mu nie wisi mu na nogawce. Dzieci pańci w szkole dostają same dobre oceny, bo pies najedzony karmą ABC roztacza feromony szczęścia, więc dzieci są grzeczne, pilne i rozsądne. A w ogóle to w pudełku karmy ABC jest bilet  na lot w kosmos i podczas tej podróży rodzina kota/psa połata wszystkie dziury ozonowe i uratuje świat, a wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. Wszystko to oczywiście  za sprawą karmy ABC.

Rynek karm na świecie w połowie należy do dwóch gigantów żywieniowych. Mars i Nestle. Proszę spojrzeć w czyich rękach są marki najbardziej dziś rozpoznawalne,  mające największe sprzedaże na świecie , a więc i  stanowiące o tym, jak wygląda żywienie naszych zwierząt.

Masterfood MARS

Nestle

Procter & Gamble

Colgate-Palmolive

Royal Canin

Purina

Iams

Hills Prescription Diets

Chappi

Alpo

Eukanuba

Hill's Science Diet

Pedigree

Friskies

 

Hill's Nature's Best

Whiskas

Dog Chow

KiteKat

Cat Chow

Nutro

ProPlan

Cesar

One

Temptations

Purina Veterinary Diets

Doane Pet Care

Beneful

Trill

Felix

Walthams

Gourmet

Goodlife Recipe

Mighty Dog

My Dog

Fancy Feast

Dlatego  nie ufam koncernowym produktom. Nie wierzę  producentowi  karmy dla zwierząt, że tworzy ją z myślą o dobrostanie moich psów. Dlaczego miałoby na jego sercu leżeć dobro mojej Zosi czy Edka, jeśli  pozyskując  komponenty do karmy dla jednych zwierząt  bez wahania wycina tysiące hektarów lasów zwrotnikowych, zabijając przy tym setki innych, często ostatnich przedstawicieli gatunków, jak choćby goryle? Polityka gigantów żywieniowych poraża już od progu. Ich manipulacyjne macki sięgają od dzikiej Ruandy, gdzie niewolniczo wykorzystują kilkuletnie dzieci do zbiorów potrzebnych komponentów za miskę ryżu, do drzwi departamentów żywieniowych całego świata, w których  posady stanowiące o prawie należą do ludzi korporacji. Młodzież akademicka korzysta z wiedzy naukowców zatrudnionych w holdingach. Sama brałam udział w sympozjach, szkoleniach, które organizowane były i  owszem przez Uniwersytet czy Akademię, ale patronat nad nimi obejmowały Royal Canin czy Puryna.  Zaprogramowane na zyski holdingi wydają się być wyjęte spoza prawa. Gotowe płacić milionowe kary za jego przekraczanie nie zawahają się brnąć do przodu i wchłaniać wszystko na swej drodze. Sztaby naukowców z każdej dziedziny pracują  nad retuszem ich działań tek, że w rezultacie do nas dociera sielankowa wizja produktu, który nie tylko jest ładny, zdrowy, dobry, ekologiczny, tani, ale któremu wytworzeniu towarzyszą  jedynie korzyści i dla to dla wszystkich. Lawina jest już tak rozpędzona, że w pędzie ukierunkowanym na zyski taranuje na swej drodze  najbardziej fundamentalne świętości. Powstające pod pozorem interesu klienta kodeksy kształtowane są przy udziale korporacyjnych doradców. Wychodzące spod ich pióra ustawy w rzeczywistości chronią zyski koncernów kosztem zdrowia naszych zwierząt. Tajemnicą Poliszynela jest manipulowanie wynikami badań naukowych, które same w sobie postępują głównie w laboratoriach molochów. I te nowe naukowe odkrycia wpisywane są w podręczniki przyszłych kadr weterynarii. Ci lekarze nowi będą wierzyć  w to, czego się nauczyli. Boję się, że jeszcze ze dwa pokolenia populacja świata  będzie myślała w kolorach Mars i Nestle.

Ale laboratoria należące do głównych graczy to nie tylko inżynieria genetyczna, GMO, hydrolizy białek czy izolat składników odżywczych. To też, albo przede wszystkim tysiące wiwisekcji. Czy mamy prawo godzić się, by w imię dobra naszych psów  bestialsko mordowano  tysiące innych psów, kotów, małp, królików? Setki psów rasy beagle(szczególnie upodobana rasa do doświadczeń) rodzi się i umiera w laboratoriów. Taka śmierć poprzedzona jest życiem w małych klatkach laboratoryjnych, wypełnionym bólem, strachem, bezmierną beznadzieją. Więcej o testach gigantów<klick>

Znajomi mówią o mnie Konrad Wallenrod. Wiem o tym, że nie zatrzymam tego zła, które widzę. Zadziwiające jest to, że widzi je większość. W tej walce, jak Goliata z Dawidem niestety nie wygra mądrzejszy, ale większy. A my, mimo, że kibicujemy mniejszemu, pomagamy w wygranej większemu. Jak? Kupując jego produkty. Ja nie. Dlatego nie znajdziecie Państwo u mnie karm koncernowych.

Małgorzata Olejnik

Jesteś tutaj: Start PRAKTYKI KONCERNÓW Dlaczego nie kupuję karm koncernowych